piątek, 16 listopada 2012

Suknia Ślubna !

 W sierpniu przyjaciółka poprosiła mnie o uszycie sukni ślubnej na październik (był to już mój trzeci taki projekt ). Na początku września spotkałyśmy się aby omówić zamysł całej sukni. Paula przyszła z gotowym projektem przodu, nad tyłem musiałyśmy nieco popracować. Po zrobieniu form udałyśmy się do hurtowni tkanin ślubnych "Jorg" w Czeladzi. Za materiał i dodatki potrzebne do skrojenia sukni wyszło jakieś 550 zł. Najdroższa z tego była taśma nabita koralikami i dżetami. Z tego co pamiętam to kosztowała 170zł/ 1m. Wówczas troszkę zdębiałyśmy, ale nie wyobrażam sobie aby jej nie było. Paula idealnie dobrała taśmę. W połowie września udałam się na urlop, więc miałam naprawdę dużo czasu na szycie tej sukni.
 Szycie rozpoczęłam od ramiączek i topu, który składał się z czterech warstw. Podszewki, miseczek modelujących, tkaniny kryjącej oraz tkaniny ozdobnej - kreszu. Po dopasowaniu i zszyciu wszystkich warstw rozpoczęłam szycie paska pod biustem, który był łącznikiem topu i dołu.W tym samy czasie skroiłam dół z tkaniny podszewkowej, aby wiedzieć jak będzie układać się całość. Było super :) Wykroiłam z tkaniny wierzchniej -muślinu- dół i zmarszczyłam jego górną część w okolicach środka przodu (tył gładko opadał na pośladkach). Po połączeniu dołu z górą rozpoczęłam wyszywanie ramiączek taśmą, która była odpowiedzialna za największy efekt końcowy sukni. Wszyłam zamek kryty oraz podszyłam dół. Suknia była gotowa :)
Paulinka wyglądała zjawiskowo. Górna część sukni rozsiewała niesamowity blask. Mam nadzieję, ze suknia będzie Wam się podobała w takim samym stopniu co mnie :)










foto. Ola 

P.S.
Na tę uroczystość szyłam również sukienkę sobie, opisałam ją we wcześniejszym poście  TU

niedziela, 11 listopada 2012

Koszyczek - przyborniczek :)

Ten przybornik nie powstałby gdyby nie deklaracja mojej teściowej, że wraz z nadejściem zimy zaczyna uczyć się szyć. A że okazja do jego stworzenia była idealna (imieniny), w październiku rozpoczęłam poszukiwania koszyczka.
Koszyczek nie mógł być przypadkowy. Potrzebowałam takiego z uchwytem na górze lub z otworem aby łatwo go można było przenosić. Poszukiwania dotyczyły też odpowiedniego splotu, musiał być ażurowy by można było go przyozdobić. Odpowiedni znalazłam w Realu. Kolejnym etapem było przeplecenia ścianek różnorodnymi tasiemkami. Te znalazłam w swoim "magazyniku". Pętelkę do zapięcia również podmieniłam tasiemką. Po przepleceniu tasiemek środek stracił na uroku. Pomyślałam aby wypełnić go tkaniną. Filc był odpowiedni.Odszyłam formę i ściegiem fastrygowym przymocowałam go do ścianek koszyczka. Wieczko odszyłam również.
Pozostało wypełnić koszyczek - przyborniczek najbardziej potrzebnymi rzeczami. Więc kupiłam:
- nici białe, nici czarne
- zestaw igieł
- szpileczki
- nożyk do dziurek
- miarę krawiecką
- nożyce krawieckie
- mydełko krawieckie
Myślę, ze prezent będzie się podobał, gdyż włożyłam w niego jeszcze jeden element, bardzo ważny zresztą - serce :)




Do koszyczka dołączyła poduszeczka na szpileczki :)

 foto. Karolina Kozioł
 
 Info dla osób z okolic Sosnowca :)
Odpowiednio gruby filc, w różnych kolorach, znajdziecie w Sosnowcu w hurtowni tkanin przy ulicy Warszawskiej (50m od C.H. Plaza ). Jego cena to 6zł/1m.

środa, 7 listopada 2012

Trencz

Kiedyś wyczytałam, że każda z Nas powinna posiadać w swojej szafie 11 rzeczy uznanych za klasyki, by czuć, że żadna okoliczność nie będzie w stanie jej zaskoczyć. Oto one:
- Mała czarna (jak najbardziej prosta w swojej formie)
- Sukienka koktajlowa
- Żakiet (klasyczny, lub o kroju męskiej marynarki, oczywiste w jednym i drugim przypadku dopasowane)
- Para jeansów (idealnie dopasowanych do naszej sylwetki)
- Spodnie materiałowe (lampasy lub kanty mile widziane)
- Biała koszula (obowiązkowo z długimi rękawami wykończonymi mankietem)
- Kozaki (wysokość ich powinna zawierać się pomiędzy kostką a kolanem)
- Czarne szpilki
- Torebka (na tyle duża by mogła pomieścić format A4)
- Trencz 
- Płaszcz wizytowy

Moja lista nie jest jeszcze zapełniona. Jednak w ostatnim czasie doszedł do niej Trencz. Klasyczny, z reglanowymi rękawami i podszewką w kratę. Kupiłam go w lutym tego roku w jednym z Sosnowieckich secondhandów. Leżał długi czas zanim zabrałam się do przeróbki. Cóż było nie tak?
Długość płaszcza była do połowy łydki. W moim przypadku długość fatalna, więc skróciłam go do linii kolan. Rękawy były zaś przykrótkie. Miałam jednak kawałki materiału ściętego z dołu. Doszyłam do rękawów brakującą długość. Linię szwu zasłoniłam paskiem. Nad linią paska przypięłam ćwieki. Ćwiekami ozdobiłam tył płaszcza oraz kieszenie i wypustkę. Wyszło super!

 foto. Karolina Kozioł

Trencz - second hand + DIY

Historia pewnej sukienki . . .

W połowie października mieliśmy wesele znajomych. Zaplanowałam, że sukienkę na toż wesele uszyję sama. W secondhandzie znalazłam piękną złotą suknię wykończoną taśmą z ponaszywanymi koralikami. Stwierdziłam, że złota sukienka będzie odpowiedzią na tego typu imprezę. Po rozpruciu wszystkich części sukni zabrałam się do wykrawania sukienki, którą sobie wymyśliłam. 
Sukienkę zaczęłam szyć we wtorek (4 dni przed weselem). W czwartek rano okazało się, że zbraknie mi 10 istotnych centymetrów. Może dlatego, że nie zrobiłam wcześniej form sukienki i wszystko kroiłam ręcznie. Zebrałam się szybciutko i pojechałam przed pracą do Sosnowca, by znaleźć materiał, którego mogłabym użyć. W pociągu rozrysowałam jednak sukienkę, która miała być, powiedzmy - wyjściem ewakuacyjnym. Gdyż musiałabym uszyć ją w ciągu 2 dni. Jej krój był jednak na tyle prosty bym mogła ją uszyć w tak krótkim czasie. Złotej tkaniny nie znalazłam, więc kupiłam popielatą. Pasowała by bowiem do koloru garnituru mego męża. W czwartek wieczorem zrobiłam formy sukienki i wykroiłam ją z zakupionej tkaniny. 
W piątek rano zaczęłam ją szyć. Do godziny 12 miałam już zszytą całą górę. Przyfastrygowałam dolną część sukienki i okazało się, że wyglądałaby ona lepiej, gdyby górna część była krótsza, a doszyty dół dłuższy. Nie miałam już wystarczającej ilości materiału aby ponownie wykroić dół, wsiadłam więc w samochód i pojechałam dokupić potrzebny kawałek. W piątek miałam na popołudnie, więc miałam niewiele czasu. Po pracy wykroiłam dół, który cięty był z półkola i przyfastrygowałam. W sobotę rano przyszyłam dolną część sukienki. Dół wykończyłam ściegiem mereżkowym. Podszyłam rękawy i zabrałam się do podkroju szyi.Sukienka miała tak duży podkrój, że zabrakło mi taśmy. Wstawiłam z tyłu złotą wstawkę i całość nabrała zupełnie innego wyrazu. O 10:30 sukienka była wyprasowana i czekała na 15:00 - godzinę wesela. Poniżej możecie zobaczyć efekt końcowy :)


 Kupiłam musztardowe szpileczki, które pięknie dopełniły całość.
foto. Karolina Kozioł

 foto. Ola